o

negatywnie (niePrawda)

lubię cebulę
lubię gdy drażni się ze mną
lubię przestrzenie
gdy myśli pytają - z kim jesteś?
lubię samotność
ona zawsze potrafi słuchać
lubię przyjaciół
szczególnie tych, których znam od 2 dni
lubię hałas
daje mi znużenie
lubię strach
cisza, samotność, przestrzenie i ja
lubię ...
szczególnie jego świeży zapach nocą

lubię siebie
czasem tylko chciałbym nie istnieć

I

Do gwiazd nam za daleko

...
a jeśli nawet uda się dotrzeć
sparzyć się można - takie gorące
a może ich wcale tam nie ma

może ktoś drogę oświetlić musiał
wyłapał, uwięził, a potem przykleił
mnóstwo świetlików do płachty niebieskiej
wiszącej nad nami od lat

może to flota pojazdów kosmicznych
czyhają by na Ziemię przylecieć
lub flesze reporterów na zawsze
uwiecznione w wielkim obrazie

za daleko - bardzo daleko
do gwiazd, do gwiazd
ja lecieć chcę, unieść się
tam ona jest...

tylko o jedną gwiazdkę
drobną gwiazdeczkę - proszę
wysoko, o... tam
tak cicho krąży wkoło

ten pojazd kosmiczny
tak mi nieznany
świetlik - pięknie widnieje
w błyskach aparatów

przykleił się - mocno trzyma
nie pozwala zbliżyć
dotknąć
tylko marzyć, marzyć

czas marnować?

Z pozdrowieniami dla
Timona i Pumby

II

Niosę sobie sam

Naleśników spadło drzewo
od ucha do ucha
od domu do domu
od lasu do lasu
plotka z wiatrem się niesie
niesie rupiecie
skarpetki, odpady

swój los, świat, okrycie
opinię ja niosę

Zakopane na pokaZ
wystawiono rankiem
mury błotem obrzucono
na ploty sieć zarzucono
jak sieć podziurawiono...
grabiono, bito, szydzono

swój los, świat, okrycie
podźwigam jeszcze
opinię o mnie
zostawię w areszcie
zamkniętą w językach
sąsiadów... sąsiadek

niezły z tego będzie kawałek

III

wokół

świata drobina
skłócona
pod kapturem niewinności
rosną
fioletowe szczęśliwe drzewa

szukam schronienia
doklejam serduszka
na próżno!

* * *

płyną łzy straconych dni
wylewa je miłość
zapomniana
oddana komuś
innemu

zastukała...

IV

łowię trawę

z kamienia przy rzece
świta już prawie
słońce rozgrzewa obłoki
budzi się radość
że znów cię zobaczę
usłyszę

literki płyną
łowię kamienie
podnoszę siłę
na oparach istnienia
na prawo... troszkę dalej
nad stokrotkę się wzbija
tęczy łuk triumfalny
wyczekuje bohatera

jaskółki odlecą
śnieg pokryje
kamienie na trawie
łowię ciepło na zimę
próbuję
jak w serialu
brazylijskim
analizuję

V

czy to jeszcze poezja?

mętlik w głowie
wątpliwe szczęście...
ale czy smutek?
lecz gdy serca
wcale nie raduje?

to mogłaby być
piękna miłość
mogłaby...
tryb przypuszczający
tak pewny
jak zachłanne przepowiednie
w XXI wieku
jak wiara...
wierzą bezdomni
biedni, pokrzywdzeni
czy ja wierzę?

VI

Pociesznie

tak pośpiesznie
jak chłodny wiatr
jesienny
przeszywa mą skórę
biegł przed siebie

zakochany

wokół pełno stokrotek
zamyślony
plótł wiersze
dla niej
o niej
miłosne

nie było go
dla innych
w tej chwili
był taki radosny
piękny i czuły

uskrzydlony

nawet nie spostrzegł
gdy
potrącił go samochód

VII

Ktoś

potknął się
przewrócił
pomogę biedakowi
odetnę mu nogi
nie będzie musiał
podnosić się znów
lepiej
żeby nie próbował
i żałował
że w ogóle powstał
jedna dusza mniej
krok dalej...
jak pięknie, soczyście
we krwi mgliste
płyną nadzieje
dołożę i twoje
bylebym mógł odetchnąć
nie kochać
nie próbować
tylko szczęśliwym zdechnąć

nie podchodź, powiedz
co kręci cię w głowie

VIII

16.11.2001

pół godziny
zaledwie
kilka krótkich chwil
tylu ludzi miniętych
bez znaczenia
tęsknię
światła układają
do snu
kołysanki się nucą
marzenia płyną
wspominają
...
gdybym mógł być
Ciebie wart

IX

18.11.2001

słońce
nie wyszło dziś
odwróciło się plecami
zesłało
odpady sprawiedliwości
tony ości
kłują w plecy

sam sobie
układam kawałek nieba

nawet stokrotka mi
zwiędła...

X

Uśmiecham się

patrzę przed siebie
widzę dom
moich koszmarów
mieszkam w nim

moi rodzice
moje rodzeństwo
moje dziwne spojrzenie

patrzę przed siebie
obok domu
widzę ogród
dla mnie

moje węże
moje ciernie
mój strach się niesie

patrzę w górę
widzę niebo
błękitne niebo
zachodzi nadzieją

...

chciałbym zobaczyć więcej
tylko się uśmiecham
i wiem
że już się nie narodzę

XI

z rozmyślań o dniu i poezji własnej (wisielec 2)

zostawił nas
zostawił siebie - bez siebie
ciało
zostawił tą wstrętna twarz
wisielca
przyniósł zmartwienia
pytania bez rozwiązań
czy to moja wina?
dlaczego?
dlaczego mam o nim myśleć?
wspominać...
zabił się
z ciała stałego w myśl
duszę
być może - w nic
uciekł od zmartwień

nie tak łatwo się zabić

XII

365

trzysta
sześćdziesiąt
pięć

sposobów
jak dni w roku
na pamięć
i jej niepamięć
na myśli
bez treści
na ich treść
na zauroczenia
na miłości
na ości
od kości do kości
od czasu do czasu
od miejsca do miejsca
od mroku...
do światła
przez 365 dni w roku
365 sposobów
na czerń, śmierć
zapomnienie

XIII

* * *

jak deszcz
zmywa krew
jak słońce
przyspiesza gnicie
jak mróz
konserwuje ciało
jak ogień
...
z prochu powstałeś
w proch się obrócisz

XIV

źle być nie może

nie trzeba mi szczęścia
mam wszystko
wszystko...
co mogłem już zdobyć

mam siebie
marzenia
bez nich człowiek smutnieje
nie maluje
tylko istnieje

rysuję ołówkiem dłonie
dotyk radość miłość
smutne grafitowe plamy
tak jak u mnie
w nich tyle pozornej radości

ja jej nie potrzebuję
miło się smucić
marzeniami wypełniać wieczory
wtedy można badać uczucia
radość przysłania rozum

tylko wzrok się nie słucha
słuch mąci zmysły
szukają ciepła ciebie
w każdej róży dosłownie wszędzie
słyszę widzę ciebie twoje imię

XV

dzień dziecka

zegary wiszą w czasie
podcinają sobie żyły
może któryś spadnie
potłucze marzenia
dziecka w maju
dzień dziecka
dzień dziecka
istna katastrofa

gdzieś tam za górami lasami
grad pada
kulki centymetrowe rozwalają
maski samochodów
ciekawe jak bym czymś takim dostał

XVI

* * *

proste umysły
umysły bez kresu
czarują świat
fizyczny
ograniczony

mokre ściany
smutnieją na deszczu
słońca uśmiechy
promienne
suszą skórę

XVII

obłoki 2002

kąpią się białe obłoki w sadzy
w sadzy białe obłoki widziałem
płynę dalej
płynę dalej
płynę niebem po niebie
dla ciebie dla ciebie
kwiaty na niebie
kwiaty pod niebem
na płótnie białym
nieznanym zbyt jasnym
chowam się w sobie
w zielonej głowie
nieznane

I

Słońce
(dla dusz)

Patrzysz przed siebie.
Widzisz dom,
Dom Twoich marzeń.
Budujesz Go.

Twoje ściany,
Twoje meble,
Twój widok za oknem.

Patrzysz przed siebie.
Obok domu
Widzisz ogród.
Dla Ciebie.

Twoje kwiaty,
Twoje drzewa,
Twój zapach z roślin.

Patrzysz w górę.
Widzisz niebo,
Błękitne niebo.
Ale słońca nie ma.

II

Wisielec

Blade myśli
W białej głowie
Bladego wisielca
Na białym sznurze.

Nikt nie zastanawia się
Dlaczego On...
Nie chcą Go poznać,
Oceniają po wyglądzie.

Nie znają duszy,
Nie chcą wiedzieć,
Co myślał, co przeżył,
Gdy żył...

III

Pytania

A gdyby tak skoczyć,
Unieść się wysoko,
Przez chwilę spadać w dół...
A później zamienić swoje ciało.

Stać się aniołem lub diabłem,
Spoglądać na świat z góry
I śmiać się - albo płakać
Patrząc na ojczyznę.

A gdyby tak pomyśleć...
Ile osób zmartwiłoby się?
Ile by pamiętało,
Co dla nich zrobiłeś?

I, czy w ogóle
Przyznaliby się,
Że ciebie znali?